blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Ptaki, Alfred Hitchcock

14Ptaki (1963)
The Birds
gatunek: Dreszczowiec
produkcja: USA
ocena: 8/10

– Czego pani chce?
– Nie wie pan?! Iść przez życie, kąpiąc się nago w fontannie…
0:38:55, Mitch Brenner (Rod Taylor), Melanie Daniels (Tippi Hedren)

(M)EWY

Alfred Hitchcock to reżyser dużego formatu. Film z roku 1966 „The Birds” (Ptaki) pokazuje widzom różnice między kinematografią teraz, a tą prezentowaną kilkadziesiąt lat wcześniej. Dlatego też nie można spodziewać się po starych projekcjach tego, czego oczekuje się od nowości kinowych. To nie 3D, ani pościg na miarę Matrixa. Jednak dla mnie to film-klasyk. Coś czego w obecnych czasach nie da się już powtórzyć.
Do niewielkiego nadmorskiego miasteczka Bodega Bay przyjeżdża Mitch Brenner (Rod Taylor). Wcześniej jednak odwiedza uroczą blondynkę, którą nie przypadkiem spotyka w sklepie zoologicznym. Zaintrygowana jego zachowaniem Melanie Daniels (Tippi Hedren) podąża za nim do zatoki. To kluczowy moment… Nikt bowiem nie spodziewa się, że niewinny atak mewy na przystani zwiastuje nalot ptaków.
Film powstaje na podstawie autentycznych faktów, które zawierają się w opowiadaniu Daphne du Maurier. I właśnie te wydarzenia przyczyniają się do powstania thrillera, będącego jednym z lepszych w historii kina. Z pewnością jest to klasyk, który oprócz poruszenia tematu wizji końca świata, ma za zadanie wywołać takie emocje, by przygwoździć widza w fotel.
Sama podeszłam do tego filmu z rezerwą. Przyznaję… Z góry byłam na nie. A to tylko dlatego, że nie lubię starych filmów. Coś, co ma łatkę klasyk zniechęca mnie tak samo, jak książki, które stają się lekturami w szkole. Jednak już na początku zmieniłam zdanie. „Ptaki” zaintrygowały mnie. Choć tytuł może wskazywać na film ornitologiczny, te kręgowce mają uświadomić człowiekowi, że wcale nie są takie niegroźne. Alfred Hitchcock jako mistrz suspensu, stworzył prototyp horroru, w którym na głównym planie wysuwają się skrzydlate zwierzęta.
Napięcie budowane jest stopniowo.  I chociaż niektórzy odbiorcy odczytują film, jako trywialną opowiastkę, to jednak po paru minutach film wciąga. Człowiek zmuszony jest do odejścia od tego pierwszego wrażenia. Reżyser wykorzystując wszelkie swoje umiejętności, wręcz znakomicie tworzy atmosferę grozy. Te chwile ciszy, które są zwiastunem nadlatujących ptaków, a później trzepot skrzydeł… przerażają. Oczywiście, gdyby Hitchcock miał do pomocy dzisiejsze technologie, te efekty specjalne miałyby zupełnie inny wymiar.
Podobała mi się scena w barze. Moment, w którym pijak bełkocze: „To koniec świata!” a przerażona matka z dziećmi wychodzi z pomieszczenia, bo ma dość słuchania tej całej paplaniny o zagrożeniu. Od zakończenia większość zapewne spodziewa się wyjaśnienia całego filmu. Mimo, iż te ostatnie minuty można uznać za happy end, widz nie wie, co tak naprawdę sprowadziło ptaki do Bodega Bay.
Wobec tego dzieła Alfreda Hitchcocka nie można przejść obojętnie. Jest to film, który warto obejrzeć. Doskonale zbudowany klimat, stopniowa dawka napięcia, sam pomysł realizacji właśnie tego opowiadania Daphne du Maurier jest na plus. Przy obecnym kryzysie cen cukru to nieprzesłodzone zakończenie jest wręcz wskazane.

_______________________blogerka

Katarzyna Sternalska
~ eyesOFsoul ©

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 31 lipca 2013 by in Filmy.