blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Grawitacja, Alfonso Cuarón

7570055.6

Grawitacja (2013)
gatunek: Dramat, Sci-Fi
produkcja: USA, Wielka Brytania
ocena: 5/10

A może dopiero w świecie, który nie zna grawitacji, będzie opadanie na dno godne pogardy? ”[1]

ZIEMSKIE PRZYCIĄGANIE

Dzisiaj będzie krótko, bo nie chcę powtarzać tego, co napisali moi koledzy-blogerzy nt. filmu „Grawitacja”. Sądziłam, że film powali mnie na łopatki. I tu się nie myliłam… Z wielkiego uniesienia, poobijałam sobie tyłek. Dlaczego?
Oglądałam wiele filmów, które toczyły się w kosmosie. Ostatnio był to film w reżyserii Danny Boyle’a „W stronę słońca”. Co prawda jest to produkcja z roku 2007… Gdzie te efekty i budżet, w porównaniu do 2013 roku, były inne i mniejsze. Ale to właśnie ta starsza produkcja jest lepsza.
Oczywiście możemy się spierać… Że film pod względem technicznym w tym roku jest na poziomie dobrym. Że 3D wbija w fotel. A muzyka jest idealnie skomponowana do całości… Ale zapominamy, że to jest tylko otoczka. Dla mnie historia z „Grawitacji” nie różni się za bardzo od historii, którą widziałam i którą żyłam w filmie „W stronę słońca”.
Dla mnie „Grawitacja” jest słaba. Nie przyciąga… Jest o niczym. Najpierw mamy kosmos, naprawiamy usterki… A potem znów mamy kosmos, tylko, że już nie mamy usterek, bo wszystko doszczętne zostaje zniszczone.
W dodatku jest parę niedociągnięć, typu łzy… Główna bohaterka płacze. I kropelki zamieniają się w idealne kulki wody, które rozpraszają się w przestrzeni. Co oczywiście jest kompletną bzdurą, bo łzy nie odlepiają się od oka. Możecie to sprawdzić choćby na filmiku prosto z kosmosu:

I taka ciekawostka tu:

Reasumując… jeśli chcecie obejrzeć dobry film, poszukajcie sobie tego z 2007 roku. A jeśli wolicie wydać pieniądze i obejrzeć efekty specjalne – no to droga wolna. Chociaż ja wolałabym inaczej spożytkować te półtorej godziny, które straciłam w kinie.

_______________________
[1] Stanisław Jerzy Lec
_______________________blogerka
Katarzyna Sternalska
~ eyesOFsoul ©

Reklamy

19 comments on “Grawitacja, Alfonso Cuarón

  1. maciejwojciechmarkisz
    16 kwietnia 2016

    A mi się właśnie ,,Grawitacja” podobała pod względem fabuły i dramaturgii. 3D z 3D lub bez ;) – i wszystkie te efekty – dodały oczywiście atrakcji i uroku, ale były tylko dodatkiem dla mnie.

    Nie mniej, nie przestaję lubić Cię czytać – cóż… każdy inaczej widzi dane filmy/książki.

    Maciej M. z Lubimy Czytać

    • Recenzencki
      16 kwietnia 2016

      Wydaje mi się, że to kwestia podejścia. :) Ostatnio oglądałam rodzinnie „Zjawę”. Teściowej bardzo podobał się film. Natomiast ja z teściem byłam zdania, że ten film był o niczym. Żadnego głębszego sensu niestety się nie dopatrzyliśmy.

      Dziękuję! Cieszę się, że komuś sprawia przyjemność bycie mnie w tej blogosferze. Pozdrawiam!

  2. Gal
    10 lutego 2014

    Hej Kaś, widzę, że wzbiłaś się na wysoką orbitę… miło odnaleźć Cię po dłuższej przerwie :)) A przyciągnął mnie Twój brak grawitacji ;) bo mam wrażenie, że całkowicie umknęła Ci istota filmu.

    Grawitacja ma prawo Cię nie przyciągać, w porządku. Ale to nie jest film o niczym. Myślę też, że nie można go porównywać z innymi filami s-f, bo Grawitacja jest klasą samą dla siebie. Zważywszy na formę tego filmu, właściwym punktem odniesienia powinien być teatr, dramat dla dwóch aktorów. Bo Grawitacja w gruncie rzeczy jest przestawieniem teatralnym, osadzonym w specyficznej scenerii. A właściwie nie – myślę, że wykracza i poza film i poza teatr. Bohaterem Grawitacji jest bowiem BRAK: brak przyciągania, brak powietrza, brak punktów odniesienia. Film jest w moim odczuciu antytezą słynnych słów Archimedesa: „Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię”. Grawitacja mówi z ekranu: zabierzcie mi punkt podparcia, a będę bezradny bez porównania bardziej niż piórko na wietrze. Grawitacja mówi o emocjach związanych z taką totalną, KOSMICZNĄ – dosłownie i w przenośni – bezradnością. Bo kosmos właśnie taki jest i Grawitacja, mimo kilku merytorycznych niedociągnięć, oddaje tę rzeczywistość lepiej niż jakikolwiek inny film s-f. Oddaje ją szczególnie w dwóch scenach: w tej, kiedy tuż po eksplozji stacji Ryan (Sandra Bullock) odlatuje w przestrzeń wirując i nie mogąc bez pomocy Matta absolutnie nic z tym faktem zrobić. I w drugiej, kiedy wsiadając do promu znalazła, zdawałoby się, pewną oazę w pustce przestrzeni. Ale w chwili startu okazuje się, że prom jest zaplątany w linę i z kolei całym statkiem zaczyna rzucać jak piórkiem na wietrze. Może warto więc obejrzeć Grawitację jeszcze raz, tym razem z nieco innym nastawieniem. Bo można w tym filmie odnaleźć również inną metaforę – czyż nasze przekonania, nasza wiara w przyszłość, w ludzi, w miłość, w Boga, nie są takimi stacjami kosmicznymi dryfującymi swobodnie w przestrzeni umysłu i dającymi złudzenie czegoś solidnego? Łatwo się o tym przekonać, kiedy wiara zostaje wystawiona na próbę, związek się rozpada, ludzie zawodzą, przyszłość objawia się fatamorganą i nawet Bóg okazuje się tylko obrazem w naszych głowach. I wtedy dryfujemy, bezradni jak Ryan, przyjmująca embrionalną pozycję, wiedząc, że gdzieś tam daleko poniżej nadal istnieje prawdziwe, ale dla nas chwilowo kompletnie nieosiągalne, tak zwane zwykłe życie. Pomyśl Kaś o filmie w ten sposób ;)

    • Recenzencki
      10 lutego 2014

      Potrafię zrozumieć, że film ma w sobie coś więcej. I że wcale nie chodziło o to, że kosmos… i tak dalej. Tylko o film/monolog/grę jednego aktora. O całe coś ponad. I faktycznie – mogę się nad tym zastanowić, i mogę dojśc do wniosku, że to piękny i głęboki film.

      Z tymże oczekiwałam czegoś innego. I na tej płaszczyźnie odebrałam film – krzywdząco, wiem – i też nieporadnie o tym napisałam.

      To wszystko jest piękne i ma logiczną całość, kiedy się najpierw przeczyta daną opinię, a później obejrzy. Szliśmy do kina z nastawieniem na mocne wrażenia, coś co na wciśnie w fotel. A okazało się, że jesteśmy za głupi na film. Nie zrozumieliśmy wówczas alegorii.

      Może do takich filmów trzeba dorosnąć? Nie wiem…

      W każdym razie dziękuję za głos :) Miło Cię czytać. Już się martwiłam, że pogrążyłeś się w Chaosie pracy i już nie pamiętasz, że istnieję.

      • Gal
        10 lutego 2014

        To prawda… niewłaściwe nastawienie potrafi kompletnie zepsuć każdy film. A chaos… bywa konieczny:

        “One must still have chaos in oneself to be able to give birth to a dancing star.”
        – Friedrich Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra”

      • Recenzencki
        10 lutego 2014

        Taaaa, co do chaosu – wolałabym mieć już wszystko uporządkowane, by nie myśleć, że się w tym chaosie zgubiłam.

  3. Wieśniak M
    30 stycznia 2014

    Obejrzałem ” Grawitację” i to nie w 3D. Końcowy efekt, znaczy wrażenia mam odmienne. Nie wchodząc w szczegóły, typu czy łzy się zamieniają w kuleczki w przestrzeni czy nie, albo czy duch Clooneya miał prawo zmaterializować się motywując bohaterkę do ostatniego wysiłku nie zgadzam się że to film o niczym. Efekty specjalne są z pewnością mocną stroną filmu, ale mocniejszą jest rzeczywiste „zaczarowanie” widza. Ta konsekwencja, łącznie z „nieszczęsnymi” łzami sprawia że kupuje się tą historię. Osadza w świecie bez grawitacji i nawet fakt wzbogacenia próżni o dzwięki tej prezentacji nie osłabia. Wyszedłem z kina pełen myśli o latającej nad naszymi głowami stercie śmieci. Zdałem sobie sprawę jak cieńka granica dzieli nasze ludzkie wysiłki, albo może nawet szerzej całą ludzkość od kaprysów kosmosu. Kruchość życia, jego unikalność widać dużo lepiej z orbity. Dla mnie ten film był o tym. Byl też głosem w dyskusji o przyszłość naszej planety. Planety która jest naszym domem i będzie jeszcze baaaardzo długo. Na orbicie ilość kosmicznych śmieci szacuje się na milion. Ambicje kosmiczne nowych potęg sprawiają że będzie ich przybywać. Obecne statki wynoszące na orbitę nowe satelity czy załogi stacji kosmicznej raczą sobie z kolizjami, o ile te nie mają więcej niż 5cm. O nieszczęśliwy zbieg okoliczności nietrudno, dlatego choć rzadko zdajemy sobię sprawę, to takie lotu są coraz bardziej narażone na kolizję ze śmieciami po pionierskich czasach biwakowania na orbicie. Już coraz częściej mówi się, a nawet projektuje obiekty mające taki śmiecie wychwytywać. Czy więc film jest o niczym? A może jest próbą zwrócenia uwagi na te aspekty, raczej nie spędzające snu z oczu statystycznego ziemianina. Oczywiście film ma swoje słabe strony. Szczęśliwe zakończenie jest niewiarygodne, lecz w zestawieniu z takimi gniotami jak „Dzień Niepodległości” nie epatuje patosem i zostawia publiczność tak naprawdę w połowie drogi powrotnej do domu…
    ps. wysłałem sms:))

    • Recenzencki
      31 stycznia 2014

      Analizę zrobiłeś niezłą! Aż nie wiem, co powiedzieć… :)))
      Dziękuję za głos! :))

  4. niezatrudniona
    23 listopada 2013

    Widziałam! Tak naprawdę nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. czy Bullock przez 1,5 godziny będzie dryfowała w przestrzeni i wspominała swoje życie? Szczerze powiem, że nie spodziewałam się filmu survivalowego. Myślałam, że będzie to kolejny głupkowaty amerykański film :)
    Przyznaję, że przez większą część filmu miałam zaciśniętą rękę na poręczy. Film był przerażający, trzymający w napięciu i zmuszający do zastanowienia się co by było gdybym to ja była w takiej sytuacji?! Czułam się taka malutka, naprzeciw czemuś wielkiemu. Tak samo miałam oglądając Sanctum. Ciary przechodzą po plecach i nie możesz oderwać wzroku od ekranu. Chcesz i musisz wiedzieć co będzie dalej.
    I powiem szczerze, że dopiero na napisach końcowych zorientowałam się że w tym filmie grało w sumie tylko dwóch aktorów :) Nie brakowało mi niczego i nikogo. Sandra Bullock genialna! Clooneya się trochę bałam po Solarisie ale na szczęście mnie nie zawiódł :)

    • Recenzencki
      23 listopada 2013

      Miałam podobne odczucia. Ale jak już wyszłam z kina… to doszło do mnie, tak jak to napisałam w recenzji, że w sumie… był kosmos, i kosmos, i coraz więcej kosmosu.

      Dzięki wielkie za tak obszerny komentarz! :)

  5. naPIĘKNEJ
    20 października 2013

    O widzisz, czyli jednak nie mam co się napalać na ten film – jakby nie mogli się bardziej postarać…
    W takim razie pójdę na coś innego w nast. tyg. – dobrze, że ludzie recenzje piszą…;)

    • Recenzencki
      20 października 2013

      Tak jak pisałam wczoraj Arkowi na fb… Dla mnie efekty powinny być dodatkiem. A nie filmem. A tu w dużej mierze one trzymają w napięciu… A nie historia. Jak wyszłam z Łukaszem z kina… To tak naprawdę nie umieliśmy powiedzieć o filmie nic więcej prócz tego, że dział się w kosmosie. Że były niespójności…

      Z 3D, może faktycznie, jest to najlepszy film. Ale i tak mam sentyment do Avatara. A dwa… Sandra Bullock? Dla mnie w kiepskiej odsłonie.

      Ale tak jak mówię, ja ostatnio mam wiele czasu, i wiele rzeczy oglądam… I ten niespecjalnie mnie wciągnął. A tym bardziej zaskoczył.

      PS Dobrze, że ludzie czytają recenzję :)

      • naPIĘKNEJ
        30 października 2013

        Poszłam jednak na ten film – mój Krzysztof chciał zobaczyć. Wrażenia miałam mieszane. Fakt, oglądanie kosmosu w 3D – fajna sprawa, wizualnie podobało mi się. Poza tym, no cóż – nic specjalnego niestety… Żałuję, że G. Clooney’a było tak niewiele – ma w sobie ten urok, który lubię;) S. Bullock rzeczywiście nie dała zbyt wielkiego popisu. Jednak najbardziej wkurzał mnie ten zbytni sentymentalizm, ten patos końcowych scen. No i te nieścisłości. No cóż. Bywa.

      • Recenzencki
        30 października 2013

        Jak zobaczyłam początek komentarza… Myślę, cholera, zaraz mnie opieprzysz, że się myliłam. :D

        Ufff, oddycham z ulgą.

        Zgadzam się – efekty są dobre. I ja wcale nie mam do nich zarzutu żadnego. Z tym, że efekty powinny być uzupełnieniem. Te filmiki, które mam wrzucone w recenzji, stanowiące tak naprawdę „reportaże” z bycia w kosmosie… Bardziej mnie do siebie przekonują, niż film… w którym nie ma nic.

        A nawiasem: jeśli nie oglądałaś „W stronę słońca” – to polecam.
        Tam przynajmniej efektownie trzyma się widza w napięciu. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 19 października 2013 by in Filmy.