blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Otwórz oczy, zaraz świt, Mateusz Czarnecki

RECENZJA (PRZED)PREMIEROWA
1 (1)

Otwórz oczy, zaraz świt
kategoria: literatura współczesna
liczba stron: 214
wydawnictwo: AL REVÉS
ocena: 6/10
cena: 29,95

„Kiedy mnie pytają, czy ta historia jest prawdziwa, zastanawiam się, czy powiedzieć prawdę.
Uciekam od tematu, mówiąc, że to inspirująca historia Teo, mieszkańca Warszawy, człowieka sukcesu, który ma wszystko. Wszystko, oprócz miłości, marzeń, poczucia sensu i świadomości, kim naprawdę jest i kim chce być. Wciśnięty w maskę i kostium dusi się w sztucznym świecie. Spętany siecią zależności, odpowiedzialności, tego, co wypada, co jest dobrze widziane. Przypadkowa znajomość z piękną muzułmanką zmienia jego życie. Traci wszystko i ląduje na ulicy, w Indiach. Nie mając nic do stracenia, rusza przed siebie.
To powieść o poszukiwaniu samego siebie. Orzeźwia, dodaje odwagi i skłania do refleksji nad własnym życiem. Cytując jednego z jej bohaterów: „nie umierasz przecież za pięć minut, ciągle jest jeszcze o co walczyć”.
Tak. Ta historia jest inspirowana czymś, co sam przeżyłem.”

~ Wstęp, Mateusz Czarnecki

 ZMIANY

0Najlepszą inspiracją jest życie. I mówię to nie tylko na podstawie tych wszystkich książek, przez które przebrnęłam. Mówię to jako poeta-laik, dla którego słowa muszą mieć większe znaczenie. Nie wystarczy tylko chcieć napisać wiersz. Trzeba go poczuć i dać tę możliwość „dotyku” czytelnikom. I chyba o takiej książce marzy też każdy autor… By nie tylko wzbogacała liczne zbiory na półce danego Czytelnika, ale i stała się pewnego rodzaju mantrą, do której w razie potrzeby można wrócić. Niestety, debiut Mateusza Czarneckiego rozczarowuje. I mimo że promocja książki niezwykle mnie zaciekawiła, to już sama treść książki pozostawia wiele do życzenia.
„Otwórz oczy, zaraz świt” to opowieść o Teodorze, któremu udało się osiągnąć wszystko, o czym marzył… Oprócz miłości, ją czasem tak po prostu trudno znaleźć. (Standard!) Po sobie wiem, że jeśli chodzi o miłość, to jest to skomplikowana sprawa… Prędzej człowiek z ekonomisty przerodzi się w dziennikarza, niż znajdzie ten jeden brakujący element, który nada barw w naszym życiu. Główny bohater – Teo – musiał wybrać się aż do Indii, by poznać miłość swojego życia.
Pochodzę z małej wioski. A obecnie jestem w trakcie przeprowadzki do  jeszcze mniejszej mieściny, gdzie oprócz ludzi, do których się wprowadzam – nie znam zupełnie nikogo. Jest to w pewnym sensie dyskomfort nie mieć dokąd uciec, kiedy sytuacje stają na ostrzu noża. Jako osoba z temperamentem zaczynam coraz bardziej kompromisowo patrzeć na życie. Z osoby o żelaznych zasadach stałam się bardziej potulnym i ugodowym człowiekiem. Ale taka zmiana nie zachodzi w człowieku ot tak. Dlaczego o tym mówię? Bo książka Mateusza Czarneckiego jest w pewien sposób odzwierciedleniem moich dylematów i emocji sprzed kilkunastu miesięcy. Tak jak główny bohater byłam częścią wyścigu szczurów, w którym nie był ważny zespół, a efektywność. Nie byli ważni ludzie, a terminy i wyniki, dla których ludzie kopali pod sobą dołki. Teo miał o tyle dobrze, że wspiął się na szczyt tej drabiny i o tyle źle, że na tym szczycie nie miał do kogo otworzyć ust.
Książka pokazuje dylematy przed jakimi coraz częściej staje młode pokolenie. Mieć czy być? To dość trudna kwestia, która może przecież zaważyć na całym życiu. W tym ciągłym wyścigu szczurów coraz częściej przybiera się maski, zapomina o tym, co jest ważne: o rodzinie, miłości, zaufaniu. Pieniądze coraz częściej stają się symbolem życia. Marilyn Monroe mawiała: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy.” Czy miała rację?
Tematy poruszone w książce w ogóle mnie zaskoczyły. Ale to nie jest największy zarzut, jaki możemy przyznać autorowi. Problem polega na tym, że książka jest dość nieumiejętnie napisana. Mimo że to dość krótka pozycja, było mi cholernie ciężko przez nią przebrnąć. Mówi się czasem, że ktoś pisał wypracowanie na kolanie i odnoszę wrażenie, że tej książce nie poświęcono zbyt wiele czasu. Nie wiem, jak można przedstawić nam postać w opisie, zamiast dać nam możliwość odkrycia jej w poszczególnych sytuacjach. Opowieść o Teo stała się nade wszystkim dziennikiem z podróży i to niestety takim, do którego nie chce się wracać. Pragnę przypomnieć, że ostatnio recenzowałam książkę Maćka Roszkowskiego i mimo że jego dziennik z podróży był debiutem, wciąż miło wspominam podróż z nim w głąb Azji.
Liczyłam, że autor „Otwórz oczy, zaraz świt”  zabierze mnie w egzotyczną podróż po Indiach… A po przeczytaniu tej pozycji nie czuję w ogóle ich smaku. Z całej książki najbardziej zaciekawił mnie wstęp. Miałam wrażenie, że zaraz spotkam pokrewną duszę. I o ile nasze losy w jakiś sposób się splatają, sama książka na tle samego autora, który wydaje się być ciekawym człowiekiem, wychodzi blado. Jednak nie zniechęcam Was do sięgnięcia po książkę – wręcz przeciwnie: chcę żebyście ją przeczytali i dali mi znać, czy podzielacie moje zdanie.

Książka została przekazana przez Wydawnictwo AL REVÉS, za co jeszcze raz dziękuję.

_______________________

Katarzyna Sternalska blogerka
~ eyesOFsoul ©

Korekta: Aleksandra Guzik

Reklamy

6 comments on “Otwórz oczy, zaraz świt, Mateusz Czarnecki

  1. Katarzyna K
    13 października 2014

    Cześć, z góry przepraszam za ten rodzaju spamu, ale pragnę poinformować, że zmieniłam adres internetowy strony. Dalsze wskazówki przesyłam w linku:
    http://recenzjapisanaemocjami.blogspot.com/2014/10/zmiana-adresu-strony.html
    Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam!

  2. Wtyczka Prozatorska
    11 października 2014

    Mam w planach zabrać się za tą książkę w przyszłym tygodniu; jak na razie słyszałam o niej same dobre opinie, aż do twojej recenzji. Teraz sama jestem ciekawa moich odczuć po jej przeczytaniu :)

  3. wnlfo.com
    9 października 2014

    I like the vvaluable information you ssupply to your articles.
    I will bookmark your blog and check once more here frequently.
    I am quiite certain I will learn a lot of new stuff right right here!
    Best of luck for the next!

  4. Bombeletta
    5 października 2014

    Ja podeszłam do tej powieści jak do przyjemnego czytadła i efekt wyszedł sympatyczny i bardzo ciepły. Fakt, szału nie było, ale sam tekst jest wyjątkowo subiektywny i poza ogólnym obrazem pokolenia „szczurów” korporacji, to reszta należy do Teo i tylko do niego, czyli jakiegoś tam alter ego autora. Ani to dziennik, ani fikcja, raczej coś pomiędzy, co pozostawia czytelnika z większą lub mniejszą ilością pytań, w zależności od tego jak bardzo identyfikujemy się z Teo.
    Mnie ucieszył sam obraz Indii – nie ma tu przesłodzenia, tylko szczere i wiarygodne tło dla wydarzeń, tło dla myśli i zwykłej codzienności. :)

    • Recenzencki
      16 października 2014

      Dobrze, że kogoś ucieszył. :)
      Ja chyba tej książki po prostu nie poczułam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 4 października 2014 by in Książki.
%d blogerów lubi to: