blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Od końca

„Żona Ein­steina za­pyta­na, czy ro­zumie teorię względności, odpowiedziała:
– Nie. Ale znam mo­jego męża i wiem, że można mu ufać.”

~ Albert Einstein

Mimo że już mam męża, w końcu zdecydowaliśmy się zorganizować wesele. Czyli jak zwykle działania Recenzenckiego idą od końca. Trzeba jednak przyznać, że pan Mąż musi jeszcze czekać na swój jedyny dzień około 1,5 roku. Czuję się trochę rozciągnięta w czasie: tak jakbym była „zoną”, której brakuje kropki nad „z”. Ale tak poza tym to u mnie po staremu. Nie mam już w ogóle na nic czasu (a jeszcze nie mam dzieci). I czuję się przerażona, że kiedyś i miałam studia w weekend, i chłopaka, i pracowałam, i jeść sobie robiłam… A dziś…

Dziś akurat mam urlop. I jutro też. I sypiam do południa, i jest mi dobrze. Nikt nie dzwoni. I tylko jakiś obiad upichcić – jeśli mi się zachce… A na razie brak chęci, więc siedzę. W głowie rozpisuję plan działania. Myślę nad zaproszeniami, sukienką, zaproszeniami, sukienką, zaproszeniami – i dochodzę do wniosku, że za te 30 tysięcy mogłabym zwiedzić cały świat. Mogłabym kupić sobie motor i jechać w siną dal. Zatatuowałabym siebie całą. Ale nie. Ten jeden dzień, ta jednak kropka nad „z”…

I wiecie, tak słucham teściowej, która wolałaby już być po. Tak słucham szwagra, że to niepotrzebnie wydane pieniądze… Tak słucham tych wszystkich malkontentów i czasem chce mi się tym wszystkim rzygać. Dosłownie.

sl

Więc powiadam Wam przyszli małżonkowie: nie żencie się, bo po co?

Reklamy

3 comments on “Od końca

  1. Cyfrowo Analogowy
    16 lipca 2015

    Z jakiegoś (może nieznanego wielu osobą) powodu wypowiedzenie przysięgi małżeńskiej jednak odgrywa rolę i ma swoje znaczenie… Teoretycznie to nic nie zmienia, a jednak… Czy to świadomość śladu uczucia na kartce papieru…? Papier przyjmie wszystko, a jednak wpływa na nasze postrzeganie danego związku… A może to swoistego rodzaju rozwianie kiełkujących w nas czasami wątpliwości…? Decydujemy się bo chcemy z „tą” konkretną osobą spędzić resztę swojego życia… A może to nasza ludzka potrzeba materializowania wszystkiego – przynajmniej w postaci śladu na papierze i wspomnień tych wszystkich ludzi, którzy będą świadkami tej jakże wyjątkowej chwili… Koszty są znaczne lecz czym one są w świetle wartości związku jaki cementujemy… Wspomnień, które powstaną również nie mają ceny i stają się wartością samą w sobie…

    • Recenzencki
      16 lipca 2015

      Właśnie! Wiadomo, że mogłabym przecież zdecydować się by ślub kościelny wyglądał tak jak ślub cywilny: ja, mąż i świadkowie… Ale to właśnie dlatego wzięliśmy ślub cywilny w bardzo wąskim gronie, by ten kościelny świętować ze wszystkimi.

      Licząc wszystkie rachunki – łapię się za głowę. Ale chcę ten dzień przeżyć, tak jak każda panna młoda – w białej sukni, w kościele, z orkiestą, na sali z ludźmi. Chcę by Ci wszyscy malkontenci byli tam razem ze mną. I chcę się tym cieszyć. Tak naprawdę. Chcę być zmęczona przygptowaniami, sukienką, fryzurą, jedzeniem. Ale chcę to przeżyć. Sama. :)

      • Lolanta
        17 lipca 2015

        Jakie to dziwne, że ja mam zupełnie odwrotnie :D Inni chcą, a mi się tak bardzo nie chce, że ślubu raczej nie będzie. Chyba, że kiedyś, taki naprawdę skromny, cywilny.
        Ale to jest tak, że to jednak inni muszą się dostosować, bo to przecież decyzja każdej pary z osobna, ich pragnienia i marzenia, a nie rodziny i znajomych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 16 lipca 2015 by in Notatki.