blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Tomik „21”, Mateusz Sidorek

gg

„21” (2015)
gatunek: poezja
ocena: 7,5/10

„Jej przekonania polityczne musiały być słabe, tak różową ukazywała się jej skóra. Była typu bardzo pospolitego i każdemu mężczyźnie wydawało się, że posiadał ją już kiedyś: temu prawdopodobnie zawdzięczała tyle wyrozumiałości i sympatii.”

Paul Morand – Palę Paryż. Palę Moskwę

O WIERSZACH I TROSZKĘ TEŻ O KOBIECIE

I chyba właśnie taką kobietę ujrzałam w oczach Mateusza Sidorka. W pewnym sensie pospolitą. W pewnym sensie każdy ją zna lub tak mu się chociaż wydaje. Miałam nawet wrażenie, że autor w ocenie kobiet jest bardzo stronniczy. I wiecie co? To takie typowe dla mężczyzn. To takie męskie widzieć kobietę, jako tę słabszą płeć. Ale niech Wam będzie. Możemy być kruche. Dzięki nam możecie się poczuć silni i potrzebni. A ja akurat lubię mieć w mężczyźnie oparcie. Nie da się nie lubić kobiet z wierszy Mateusza. One są całkiem żywe. I pod tym względem autor się naprawdę postarał. Bo przecież można było z nas zrobić jakąś Cruellę DeMon. A tak? Jesteśmy takie zwykłe: oddane mężczyźnie, zdradzane, samotne, smutne, w potarganych pończochach lub bez…
Przez lata uważałam, że wiersze to zło. Dopiero w szkole średniej, kiedy już  sama zaczęłam je pisać – poezja nabrała dla mnie sensu. Strasznie długą drogę przeszłam od nie lubienia do pisania. A jeszcze dłuższą od krytyki po zbieranie plonów z każdej uwagi. Powiem Wam, że ciężko jest pisać wiersze. Ciężko jest oceniać swoje wiersze. A jeszcze ciężej jest oceniać drugiego poetę. Dla mnie tomik poezji to takie uhonorowanie tych długich nocy, w których wiersze się rodziły. Niektóre będą tak dobre, że zapiszemy je w notesiku, do którego zaglądniemy może raz przed śmiercią. A niektóre będą dla nas zupełnie obojętne. Przejdziemy wobec nich niewzruszenie… By kiedyś, pewnej zimy (a może lata, whatever) wrócić do tych wierszy i pochylić się nad ich historią.
Gratuluję Mateuszowi, że udało mu się wydać swój tomik. Powiem więcej: zazdroszczę Ci. Bo ja mimo, że publikuje coś tam w sieci, chyba nie umiałabym się przyznać, że to są moje wiersze. Że to o mnie lub o nim. Traktuję swoją poezję trochę po macoszemu. Dlatego nie dziwcie się, że o jego tomiku też opowiem dość wymijająco i lakonicznie. Zresztą nie jestem polonistą. Popełniam błędy. Worek błędów. Nawet tym cholernym dziennikarzem się nie czuję. I jak ja, puch marny, mogę pisać o wierszach?
Tomik „21” jest podzielony na cztery części. Pierwsza jest o kobiecie. Bo przecież „najpiękniejsze są kobiety smutne (…), w których łzy wydrążyły koryta”. Będę jak lwica bronić tego fragmentu, bo jestem cholernie na tak. (Tak, tak, masz rację Autorze. Masz rację.) Kobieta smutna to według skojarzeń kobieta nieszczęśliwa. Więc jak to możliwe, że właśnie wtedy jest najpiękniejsza? Bo kobieta smutna jest naturalna. Tak po prostu. Nie ma głowy do makijażu i wyciągania z szafy pary czerwonych szpilek. I mimo że jest smutna, wewnętrznie roztrzaskana – to na zewnątrz jest sobą.  Drugiej części nie umiem do końca określić. Dla mnie jest ona trochę o relacjach międzyludzkich, emocjach, baaa o uczuciach i odczuciach wszelkiego typu. Jedna z lepszych części,  „Nieważne jak twardą skórę na siebie włożymy (…), pod spodem jesteśmy przeźroczyści”. Niektóre wiersze z tego cyklu – zachodzą we mnie. Tak mocno się poczuwam do wieloznaczności i zabawy formą, że stają się one mi bliskie. Myślę, że na płaszczyźnie mroku i ciemności bardzo jesteśmy do siebie (umysłowo) podobni. Czasami łapię się na tym, że może i za bardzo. (Na razie Autor nie zgłasza sprzeciwu.)Trzecia część jest o człowieku. I ta jako taka nie poruszyła mnie zbytnio. Lubię wiersze, które grają na emocjach. Budują skomplikowane i niejednoznaczne obrazy. Tutaj zabrało mi takiego miejsca dla czytelnika i jego interpretacji. Dodam, że nie chodzi mi o wszystkie wiersze z tego cyklu. Nie będę generalizować, bo i wśród nich znalazł się wiersz o tytule „marzenia”, który jest perełką w przeciwieństwie do „krótkiego wiersza o papierosach”. (Mój mąż uważa, że to wcale nie wiersz. Ja uważam, że to dość zabawna gra słów, ale brakuje mi w nim mocnego uderzenia, by mnie ten króciak powalił na łopatki.) W ostatniej części seria o panu X mnie urzekła. W sieci można wyszukać m.in. cykle o Julii, która zgubiła swojego Romea. I o Małgorzacie, która próbowała zrozumieć Mistrza. I o Paddym, bo to przecież takie bardzo irlandzkie. A pan X wyskoczył jak Filip z Konopi. I jest dokładnie taki sam jak ta kobieta z pierwszej części – pospolity. Ale bliski, bo przecież wydaje się on taki oswojony, własny…
Mateusz ma na swoim koncie różne wiersze. Niektóre mogłabym nazwać grą wstępną – sprawiają wrażenie niedopowiedzenia. Jakby nagle zadzwonił telefon i Autor musiał koniecznie zakończyć dany tekst dzisiaj. Niektóre kupuje w całości. Może dlatego, że ujawniają się w nich podobne myśli, jakie i mi krążą w głowie. Niektóre myślę, że można by jeszcze wziąć na warsztat, by wydobyć z nich jeszcze więcej. Tu mam na myśli np. wiersz o tytule „Pollock”. W moim odczuciu zabrakło tu środków artystycznych. Pozostały same słowa, które nijak nie mogę odczytać jako wiersz. Suchy opis sytuacji – a to troszkę za mało, by mi on na dłużej pozostał w pamięci. Natomiast najbardziej urzekające były miniatury. W tym wypadku np. „dzieci XXI” idealnie opisują naszą epokę. I tak smutno mi nawet, kiedy uświadamiam sobie, że i moje e-recenzje są w jakiś sposób uzależnione od tej internetowej epoki.
Recenzować tomik wierszy to straszna męka. Trudno powiedzieć Czytelnikowi na co tak naprawdę ma zwrócić uwagę. Bo to, co ja uważam za dobre, Wy możecie uznać za kiczowate. I odwrotnie. Z drugiej strony nie ma recepty na poezję. Niektórzy zachwycają się Szymborską. Mnie osobiście tylko nieliczne jej wiersze się podobają. Bardziej lubię zalogować się na jakieś portale społecznościowe i poczytać tych anonimowych wierszokletów, których może ktoś wygrzebie w 2235 roku. (O ile będzie jeszcze wtedy istnieć coś takiego jak Internet.) Także… popularność wcale nie oznacza  jakości. A jakość wierszy wcale nie oznacza, że Autor od razu wzbije się na wyżyny. Wszystko przed Mateuszem i przed Wami drodzy Czytelnicy. Myślę, że i Wy wyszukacie w tym tomiku czegoś dla siebie.

PS Mówiąc inaczej w którymś z odcinków mówiła, by się nie bać odmieniać nazwiska. Także odmieniam. Jeśli błędnie – to wszystko przez Nią.

Za tomik dziękuję Autorowi i Wydawnictwu Imago Montage.

_______________________blogerka

Katarzyna Starostka
~ eyesOFsoul ©

Reklamy

One comment on “Tomik „21”, Mateusz Sidorek

  1. Yen
    28 listopada 2015

    Dopiero niedawno odkryłam wiersze Mateusza, o których piszesz. I jest dokładnie tak jak to przedstawiłaś. Ja sama w tych wierszach znalazłam słowa, których nie umiałam wypowiedzieć a które chciałam usłyszeć. Są bliskie mojemu sercu, po prostu mi. Pomimo, że nie znam Mateusza czuje nić sympatii do niego jak twórcy. Uwielbiam szukać w poezji odpowiedzi na to co czuje. W tym przypadku tak właśnie było- to co udało mi się odnaleźć w internecie (niestety nie miałam okazji zetknąć się z książką ale liczę,że może Św. Mikołaj uczyni mi tę (nie)małą przyjemność) to dokładnie to czego szukałam. Poraziło mnie niesamowicie pozytywnie, doprowadziło do refleksji. Cieszę się, że mogłam przeczytać choć te kilka wierszy… :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 6 października 2015 by in Książki.