blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Awaria małżeńska, Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

mn

Awaria małżeńska
kategoria: literatura współczesna
liczba stron: 371
cena: 36,90 zł
wydawnictwo: FILIA
ocena:  9/10 

O JEDNEGO KOTA ZA DALEKO

„- Nie wiem gdzie jest kawa zbożowa dla dzieci – burknął Mateusz przez telefon.
Justyna przewróciła oczami.
– W szafce po prawej stronie, w amarantowej puszce.
– Nie ma. Patrzę i nie ma.
– Jest. Stoisz na wprost zlewu?
– Tak.
– Szafka po prawej stronie. Dolna.
– Wiem, gdzie jest prawa strona. – Mateusz wydawał się być zniecierpliwiony.
Justyna z trudem opanowała chęć, by na niego wrzasnąć. Ale przecież jest połamana, obolała i dodatkowe nerwy tylko by jej zaszkodziły.
– Cudownie. To teraz zerknij na półkę. Widzisz herbatki?
– Tak. Jaśminowa, rumiankowa i coś tam jeszcze.
– Obok stoi amarantowa puszka.
– Nie ma.
– A co stoi???
– Czerwony okrągły pojemnik.”

~ Awaria małżeńska, s. 51

W czasie kiedy miała premierę ta książka: utknęłam między awarią męża a awarią Internetu. Sprawa byłaby o wiele bardziej prostsza, gdyby nie fakt, że te dwa żywioły nie mogą mieć awarii równocześnie. A kiedy już się tak dzieje… W domu jest istna katastrofa. Jest jednak na to wszystko jeden prosty sposób. Wystarczy znaleźć sobie przytulny kącik, zabrać ze sobą książkę i udać, że się nie istnieje. A to wychodzi mi zawsze najlepiej.
Magdalena Witkiewicz i Natasza Socha wspólnymi siłami wydały „Awarię małżeńską”. I jak sama nazwa wskazuje: to znów będzie książka o mężczyznach, o relacjach męsko-damskich i wszelakich awariach z tym związanych. Nie obędzie się bez dzieci, kurtyzany i Furbym, który nie pozwala spać. A wszystko to okraszone sarkastyczno-humorzastym dowcipem, dla którego warto zarwać noc.
Książka zaczyna się niewinnie: od majtek. Później jest już stęchlizna szpitala, gipsy, stado lekarzy i wiecznie nieodbierający telefonu mąż. Ten ostatni nie dość, że przyprawia nas o ból głowy, to jeszcze ma pretensje o to, że my się go czepiamy. A ja się drodzy Panowie nie czepiam. O to to nie. Jestem jedynie w stanie wysokie pobudzenia, przez co nie mogąc zapanować nad gniewem, wybucham strumieniem niepohamowanych słów i… później jest jak zwykle. Zołza, zrzęda, maruda, choleryk i takie tam.
Historia opowiada przezabawne losy Mateusza i Sebastiana, którym żony zostawiły pod opieką dzieci i dom. Zarówno dzieci, jak i dom są tematami dość łatwymi do ogarnięcia, o ile kiedykolwiek miało się z nimi na dłuższą metę do czynienia. Na ten przykład mój mąż nie ma nic przeciwko prasowaniu, odkurzaniu, myciu podłóg…. Natomiast jeśli chodzi o gotowanie i zmywanie – uważa, że to babski obowiązek. Zresztą chyba wszyscy mężczyźni tak mają. Przypomina mi się sytuacja jak mój tata, który pierwszy raz gotował sam sobie obiad, dzwonił do mamy spytać: ile to jest ta szczypta soli.  W historii, którą przytaczają nam autorki właśnie ta kwestia jest poruszona. Co zrobi Pan Domu, kiedy u jego boku zabraknie żony… A dzieciom trzeba będzie dać jeść, odrobić z nimi lekcje, dom ogarnąć, ubrania wyprać i wyprasować, a i jeszcze po drodze musi się wyspać i iść do pracy. Doba to dla tych biednych mężczyzn za mało. Kategorycznie trzeba zmienić zegarki. Na takie z 28-cyfrową tarczą.
Magdalena Witkiewicz i Natasza Socha podkręcają atmosferę. Ta zabawna lektura, ma na celu nie tylko wytknięcie błędów szanownym Panom… Ale i otwiera oczy paniom na te wszystkie błędy, jakie popełniają w stosunku do swych mężów. Bo my to się chyba tak nauczyłyśmy: wyręczać wszystkich. Najpierw męża: bo nie umie, bo popsuje, bo jest zmęczony. A potem własne dzieci: bo za wolno to robią… Bo ja to zrobię szybciej i będę pewna, że jest to dobrze zrobione. Błąd! Dziewczyny, błąd! W życiu już tak się przyjęło, że to kobieta jest tym głównodowodzącym. A czasem można odpuścić. Tak po prostu. Przestać być panią perfekcyjną.

„W rozstaniach najgorsze jest też to domniemanie, że może byliśmy gorsi od tych, co przyszli po nas.  Że nasz chodzący ideał znalazł sobie kogoś, kto był zarówno kurwą, sprzątaczką i matką polką w jednym. A nam – mimo że tak cholernie się starałyśmy – to się nie udało. Bierzemy na siebie wszystkie winy. Pokutujemy. Zajadamy się słoikiem nutelli, a potem nie możemy spojrzeć na wynik na wadze. I to jest straszne, że potrafimy tak bardzo się poniżyć w swoich oczach. Jeśli to czytasz i czujesz się najsamotniejszym wyrzutkiem na świecie, wiedz… że tak nie jest. Jesteś piękna, pomimo że masz o 5kg za dużo i zmarszczki, których już sama nie potrafisz zliczyć. Jesteś piękna, nawet jak masz zły dzień i cały świat jest tak cholernie do dupy. Jesteś piękna, tak po prostu i nie powinnaś nigdy więcej myśleć inaczej.”

~ eyesOFsoul, Katarzyna Starostka

Awaria małżeńska to literatura lekka i przyjemna, mówiąca o rzeczach codziennych, które zdarzają się każdej z nas. Te 371 stron uczy i bawi jednocześnie. Autorki w dość prosty sposób przekazują, że przyjaźń może zrodzić się z potrzeby chwili, a wybaczenie to wcale nie musi być żmudny proces przynoszenia kwiatów poszkodowanej. Ponadto nie da się nie pokochać tych dwóch nieporadnych panów, którzy próbują sprostać zadaniu „kura domowego”. Muszę przyznać, że niektórym dialogom towarzyszył mój gromki śmiech! Czytało się szybko. Kreacja bohaterów wydała mi się jak najbardziej spójna i zorganizowana, pomimo że sami bohaterowi zorganizowaniem nie grzeszyli. Poruszane tematy były mi dość bliskie. Dlatego też jestem przekonana, że i Tobie, drogi Czytelniku, powinny one odpowiadać. Jeśli chodzi o polską literaturę – jest to mój styczniowy number one.

PS Drogie Autorki, liczę że to nie Wasza ostatnia wspólna praca. Czekam na kolejne!

Książka została przekazana dzięki uprzejmości pani Magdaleny Witkiewicz, Pani Nataszy Socha oraz Wydawnictwa FILIA za co jeszcze raz niezmiernie dziękuję.

filia

_______________________

blogerkaKatarzyna Starostka
~ eyesOFsoul ©

Advertisements

4 comments on “Awaria małżeńska, Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz

  1. piorunwrabarbar
    28 marca 2017

    Bardzo zabawna książka, nie raz i nie dwa wywoływała u mnie chichot lub wręcz gromki śmiech. Jednak jest kilka scen, które naprawdę wydają mi się kompletnie niewiarygodne: np. czy rzeczywiście jest taki ojciec, który nie wie, do jakiej szkoły/przedszkola chodzą jego dzieci?! I czy w dzisiejszych czasach wciąż są tacy ojcowie rodem sprzed 50 lat? Ale te braki absolutnie mi nie przeszkadzały, by się dobrze bawić przy lekturze.

    • Recenzencki
      28 marca 2017

      Autorki troszkę przerysowały tych ojców… którzy nic o swoich dzieciach nie wiedzą. Ale sądzę, że mogą/mogliby istnieć tacy mężo-ojcowie, którzy zajęci pracą, natłokiem własnych obowiązków – powierzają matce wszelakie czynności związane z dziećmi. :))

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

  2. Magia Słowa
    24 stycznia 2016

    O tak! Nie mogę się doczekać, aż książka trafi do moich rąk! Uwielbiam powieści Pani Magdy, a na tą wprost nie mogę się doczekać. ;)

    Pozdrawiam ciepło! ;)

    • Recenzencki
      24 stycznia 2016

      Czekam na Twoje wrażenia! Na pewno książka Ci się spodoba. Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 23 stycznia 2016 by in Książki.