blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Hopeless, Collen Hoover

hples

Hopeless
kategoria: literatura obca, młodzieżowa
liczba stron:  424
cena: 37,90
wydawnictwo: Otwarte
ocena: 10/10

„Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego.”
~ Emily Jane Brontë ,  „Wichrowe Wzgórza”

NADZIEJA

Gdybym miała streścić w paru słowach książkę „Hopeless”, przytoczyłabym słowa Emily Jane Brontë. Bo miłość, którą poznamy na stronach książki Colleen Hoover, pokazuje jak trudno jest przetrwać próbę czasu. I jak łatwo jest się dać ponieść chwili. Wie o tym doskonale Sky, której świat staje do góry nogami, gdy poznaje Holdera. I chociaż jest to książka dla młodzieży, nie uwierzycie z jaką łatwością zidentyfikowałam się z siedemnastoletnią bohaterką…
To kim tak naprawdę jesteśmy, określa przeszłość i to, co z niej wynosimy. Często zdarza się, że człowiek gubi się gdzieś pomiędzy tym, co było… a tym co jest. Rodzice chcą chronić swoje dzieci. Zabraniają im tego lub tamtego, bo wiedzą jak dana rzecz może się dla nich skończyć. Często też zapominają, że oni też kiedyś byli dziećmi. A młodzi? Naczytali się o zakazanych owocach i to ich bardziej napędza. Ta książka jest właśnie taka enigmatyczna. Porusza tyle ważnych aspektów w życiu, że nawet mi ciężko jest dzisiaj napisać, to co autorce udało ująć się w jednej książce.
Zacznę od początku… Bo na początku była miłość i od niej wszystko się zaczęło. To ona napędza ludzi do działania i to dzięki niej jesteśmy w stanie przenosić góry. „Hopeless” to niezwykłe świadectwo miłości matki do córki. Tylko matka potrafi tak kochać swoje dziecko. Chronić je. Rozumieć… I działać dla dobra dziecka. Z drugiej strony mamy nastoletnią Sky. Burza hormonów. Kiedy Sky przypadkiem trafia na Holdera – świat wiruje.

„Na początku to jest takie uczucie, jakby organizm robił sobie z ciebie jaja. Nie serce, ale głowa. Od głowy zaczyna się każda miłość. Choćby ta która trwać będzie kilka dni albo tygodni. Skończywszy na miłości do końca życia, w chorobie i dobrym czasie. Bo ja miłości kategoryzuję. Bawię się w szufladkowanie emocji, z którymi nocą przychodzi mi usnąć. Nie śpię dużo, raczej wszystko przeżywam, analizuję. Muszę kontrolować sen. Bo jeszcze nie daj bóg, stracę coś ważnego. Tak naprawdę, straciłem. Tracę codziennie. Jestem takim pierdolonym nieudacznikiem”
– Damian Sawa, „Pamięciówka”

Problemem naszych czasów jest wszechobecne uczucie odizolowania. Chciałoby się kochać! Wyrwać się z kajdan i krzyczeć, co sił w płucach: że żyje się raz! Jesteśmy przytłoczeni przez Internet, telewizję, politykę, wiadomości, afery, kredyty, szkołę. Kochamy rzadko. A jeśli już nam się zdarza: to szybko i na zabój. Coraz więcej ludzi umiera przez złamany palec niż z miłości. Myslovitz śpiewa: „Jeśli muszę i wybrać będę mógł, jak odejść… To przecież dobrze, dobrze o tym wiem, chciałbym umrzeć przy tobie.”
„Hopeless” opowiada jeszcze o jednej miłości. O miłości brata do siostry. O obowiązku opieki i przywiązania. To opowieść o śmierci, która nie powinna mieć miejsca. To opowieść o patologii, której początkiem była… miłość i śmierć. To encyklopedia uczuć. To jak przejażdżka rollercoasterem. Byłam tak bardzo zachłyśnięta książką, że jej drugą część „Losing Hope” kupiłam następnego ranka w drodze do pracy. Rzadko zdarza mi się tak „zajarać” jakimś autorem. Colleen Hoover idealnie oplata się wokół serca i powoli, bardzo powoli zaczyna tą pętle zaciskać.

„Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się w nich ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. [..] Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to, żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech.”
~ Collen Hoover, „Hopeless”

Nie wiem, czy to książka dla męskiej części widowni. Kominek ją czytał. Był zachwycony. Ja ją wchłonęłam. Do dziś – a chyba z miesiąc temu ją czytałam – jestem nią poruszona. Przypomina mi trochę książkę, którą czytałam przed paru laty… Gdzie mężczyzna uwięził kobietę w piwnicy i tam ją gwałcił. Później ona miała z nim dziecko. Byli odizolowani od świata. A to biedne dziecko znało tylko te cztery ściany. Nie chcę Wam za bardzo zaspoilerować „Hopeless”, bo uważam, że kwintesencją książki jest sama historia, którą autorka tak przebiegle wplątała między młodzieńczą miłość. Do końca nie wiedziałam, jaki będzie finał historii. A finał… niezwykle mnie zaskoczył.

_______________________

Katarzyna Starostkablogerka
~ eyesOFsoul ©

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 24 kwietnia 2016 by in Książki.