blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Mimo moich win, Tarryn Fisher

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Mimomoichwi
PREMIERA 01 czerwca 2016 r.

Mimo moich win
kategoria: powieść obyczajowa, romans
liczba stron: 320
cena: 34,90
wydawnictwo: Otwarte
ocena: 10/10

„Wpatruje się w moją twarz. Odnoszę wrażenie, że próbuje wyczytać w niej moją historię. 
Nie chcę, żeby to robił. Zawsze udawało mu się pokonać mury, którymi się otaczałam. Nie umiałam wywieść go w pole.”

~ Tarryn Fisher, „Mimo moich win”

GDZIE JESTEŚ?

Miłość potrafi być brzydka. Ma znamiona czasu, niewypowiedzianych słów, intryg. Jest kokainą – uzależnia. Jeśli dogłębnie się jej oddasz – możesz już  nigdy więcej siebie nie odzyskać.  To trudne. Kochać kogoś czystą miłością. To trudne… I doskonale przekonała się o tym Olivia – jedna z bohaterek książki „Mimo moich win”. Ta powieść to prawdziwy rollercoaster uczuć. Począwszy od nienawiści: bo czytasz i nie rozumiesz, skąd w tej dziewczynie tyle nieufności i niepewności. Co musiało się stać w jej życiu, że jest taka… niedostępna? Skończywszy na niepohamowanej żądzy na widok Caleba. Ten facet to uosobienie marzeń każdej studentki. Przystojny, oczytany… sportowiec. I w dodatku ma w sobie to coś. (Wiecie o czym mówię?)
Aż przypomniał mi się jeden z wierszy Wisławy Szymborskiej „Na wieży Babel”.  W wierszu, tak jak i w książce, mamy do czynienia z bohaterami, którzy nie potrafią się porozumieć.  Niby rozmawiają… A jednak gdzieś między wersami ucieka wszystko to, co najważniejsze. Brakuje szczerości.

„- Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze?” 

~ Wisława Szymborska, „Na wieży Babel”

We wzajemnych żalach i oskarżeniach gdzieś zgubiono miłość. Podobnie jak u Tarryn Fisher. Ona pokazała, że w związku jedną z fundamentalnych cegiełek jest rozmowa. Gdy jej zabraknie – nawet największa miłość przegra.

Ta książka jest inna. Po przeczytaniu, nie mogłam przestać o niej myśleć. Kłębiło się we mnie tyle sprzecznych uczuć, że aż miałam ochotę wyć. Ruszyło. Mnie starą kobyłę… ruszyło. Może to wina smaku toksycznej miłości? Mam wrażenie, że kto raz poczuje ten smak – już nigdy później nie będzie mógł się od niego uwolnić.
Dlatego kiedy Olivia spotyka przypadkiem w sklepie muzycznym Caleba, wszystko wywraca się do góry nogami. Gdy okazuje się, że Caleb – TEN CALEB – miał wypadek i w ogóle jej nie pamięta: w Olivii budzi się nadzieja.

„Zawsze nadzieja. Zawsze ta ku**wa w zielonej sukience.”

~ źródło nieznane: internet

A może zacząć od początku? A może spróbować jeszcze raz? Ostatni raz? Póki sobie mnie nie przypomni – myśli Olivia i nie zastanawiając się nad tym ani chwili dłużej, zaczyna grę. A w niej nie chodzi tylko o Caleba. Chodzi o  nią. O miłość. O słowa. O te wszystkie godziny, w których mogli być razem. Nie spróbowałabyś? Gdyby ten facet był najważniejszą osobą w Twoim życiu i gdyby wydawało Ci się, że już nigdy przenigdy się nie spotkacie, nie porozmawiacie… A tu nagle bach – jest. I w dodatku nie pamięta Twoich win… Nie spróbowałabyś jeszcze raz wejść do tej samej rzeki?

„Jak można zapomnieć o kimś, kogo się kochało, nawet jeśli to wspomnienie rani do żywego? Wlewam do kąpieli trochę wódki. Jak go sobie w takiej sytuacji wybić z głowy? A może spróbuję wykorzystać rozpacz do zrobienia kariery? Przecież to właśnie robią muzycy country. Właśnie, zostanę piosenkarką country. Drąc się na całe gardło, odśpiewuję kilka wersów Achy Breaky Heart i piję kolejny łyk.”

~ Tarryn Fisher, „Mimo moich win”

Najbardziej jestem zaskoczona plastycznością języka. Mimo że jest to najgorsze z możliwych określeń – to ta „giętkość” sprawia, że książkę pochłania się w mgnieniu oka. Wcale nie przeszkadzała mi skrótowość ani pewnego rodzaju luki w fabule. (Musimy pamiętać, że to pierwsza z trzech części. Nie mogę się doczekać kolejnych!) Mam wrażenie, że tajemniczość była największą zaletą książki. Nie uważam, by była to prosta historyjka. Nie oczekiwałam po tej książce górnolotności, dlatego dzięki niej wzbiłam się w powietrze. Był to bardzo krótki lot. I jeszcze boleśniejszy miałam upadek. Ale ja jestem jedną z tych osób, które zakochują się w bohaterach. Tym razem zakochałam się w Calebie Draku… I to tylko po to, by go w ostateczności znienawidzić.
Oczywiście ta książka byłaby nudna, gdyby nie pojawiła się ta druga – Leah Smith. Długonoga, rudowłosa piękność. O takich kobietach mówię: wredne żmije. I wierzcie mi na słowo – jej anielska twarz to tylko pozór. Zresztą wszystko w tej książce zdaje się być nie takie jak być powinno. Gra pozorów. Kłamstwo rodzi kłamstwo. A później jest jak z grą w Jenga. Jeśli wyciągniesz zły klocek – cała konstrukcja się zawali. Ta książka jest właśnie opisem cudownej katastrofy. Musicie ją przeżyć.
Najgorsze jest to, że Tarryn Fisher skradła mi serce. Według mnie pobiła na łopatki Colleen Hoover, a tym bardziej mojego wysławianego w niebo głosy Richarda Paula Evansa. Genialnym chwytem jest narracja pierwszoosobowa i połączenie retrospekcji z teraźniejszością. Patrzymy na świat oczami Olivii: widzimy to, co się dzieje po utracie pamięci Caleba, i to co się stało przed wypadkiem. Tłumaczymy sobie, że to co robimy jest dobre i mało szkodliwe. I tak naprawdę nie wiemy, co bohaterka zrobiła temu biednemu Calebowi – ale wiemy, że dziewczyna zasługuje na to, by dostać kolejną szansę. Co gorsza… Prawda okazuje się druzgocąca.

Nie ma co się długo na temat tej książki rozpisywać. Koniecznie musicie ją przeczytać. Warto!

Książka została przekazana przez Wydawnictwo Otwarte, za co będę dozgonnie wdzięczna.

otwarte

_______________________

Katarzyna Starostkablogerka
~ eyesOFsoul ©

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 30 Maj 2016 by in Książki.