blog Recenzencki

Bez książek człowiek byłby bezludny…

Chciałabym być blogerką

„Czy znacie to uczucie, kiedy zaczynacie czytać nową książkę, nim zdążyły ustać drgania membrany wywołane przez poprzednią? Odkładacie tę poprzednią, lecz jej myśli i wątki – nawet postaci –przyczepiły się do włókien waszego ubrania i kiedy otwieracie nową, one są jeszcze z wami.”

~ Diane Setterfield „Trzynasta opowieść”

  1. Początki

Ani w podstawówce, ani w gimnazjum nie lubiłam języka polskiego. I nie dlatego, że byłam jakaś oporna „do nauki”. Nauczycielki, które uczyły tego przedmiotu miały swoich ulubieńców. Ja niestety do tego grona nie należałam.
Nienawidziłam lektur. Moje początki z czytaniem zaczęłam po premierze Harrego Pottera w Polsce. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy czekałam na swoją kolejkę na książkę w bibliotece.
Zaczynałam od pisania wierszy. Gdy miałam siedemnaście lat, wydawało mi się, że wiem więcej niż inni. Moje teksty były naszpikowane moralizmem. W technikum pojawiło się parę konkursów „na poezję”, dzięki którym zdobyłam kilka nagród  i wyróżnień. To dodało mi skrzydeł i zamiast iść na studia na rachunkowość i księgowość, zamarzyłam być… Pisarką!

Studia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Krakowie nauczyły mnie tak naprawdę tylko jednego: że im się jest starszym, tym dłużej pracuje się nad tekstem. Nie pracuję jako dziennikarz. Postanowiłam swoje marzenia przesunąć na boczny tor. W wolnej chwili rozwijam się jako bloger. Nie mam takich chwil wiele. Pracuję jako logistyk. Książki i blog stały się dla mnie lekarstwem na codzienność. Życie czasem potrafi przytłaczać…

  1. Pierwsze recenzje

Wiersze i opowiadania, jakie w późniejszym czasie pisałam, przestały mi wystarczać…  Zresztą na portalu, w którym zamieszczałam swoje publikacje, nagle ludzie zaczęli znikać. Pojawiły się Trolle. Atmosfera robiła się gorąca. Wojna była zacięta…  Aż nagle zaczęło brakować miejsca dla mnie. I otworzyłam swój blog:

recenzencki.wordpress.com

Pisałam recenzje książek, które czytałam. Dużo tych recenzji umieszczałam na portalu eKulturalni. Kiedy byłam na bezrobociu, to była jedyna odskocznia od rzeczywistości.  Blog systematycznie zaczynał mieć swoich Czytelników, a ja niezmiernie cieszyłam się, że jest ktoś, kogo interesuje moje zdanie.

  1. Współprace

Czyli skąd te książki? Na początku to były książki, które kupowałam lub pożyczałam z biblioteki. Później zarejestrowałam się na portalu nakanapie.pl, gdzie można było dostać książkę do recenzji. Było parę Wydawnictw i Autorów, z którymi bardzo chciałam współpracować. Do niektórych z nich wysłałam maila z zapytaniem czy w ogóle prowadzą taką działalność jak rozsyłanie egzemplarzy recenzenckich. Ale tak naprawdę większość współprac po prostu „sama się zaczęła”. Ktoś, kto zajmuje się w danym Wydawnictwie promocją, po prostu zauważył mój blog/fanpage na facebooku i napisał.

Wkręciłam się ostatnio w robienie zdjęć. Założyłam w tym celu swoje konto na instagramie, gdzie promuję książki, które wg mnie są dobre. Zresztą serdecznie zapraszam do oglądania i komentowania galerii!

instagram.com/recenzencki/

  1. Płatności – a raczej ich brak

Osobiście nie znam żadnego blogera, który pisałby recenzje za pieniądze. Może tacy blogerzy istnieją. Może nie. Nie wiem. Nie wnikam. To nie moja sprawa. Moją jedyną zapłatą za recenzję jest książka. I tego się będę trzymać.

  1. Pozytywne oceny

Słyszałam ostatnio opinię, że recenzenci są niewiarygodni, bo Wydawnictwa wymuszają na nich pozytywne opinie o książkach. Odkąd prowadzę bloga – a zaczynałam w lipcu 2013 roku – nie spotkałam się, żeby jakiekolwiek Wydawnictwo wymuszało coś takiego na mnie. A jeśli byłoby takie Wydawnictwo… To chyba nie chciałabym dostawać od nich książek.  A Wy?

To prawda, że większość recenzji na moim blogu jest pozytywna. Ale wynika to z tego, że jeśli mam okazję wybrać sobie książkę do czytania, to wybieram taką, która naprawdę ma w sobie to coś. Czasami skusi mnie okładka. Czasami Autor. A czasami notatka prasowa, jaką otrzymuję.

  1. Negatywne oceny

Mam problem z negatywnymi ocenami, jeśli chodzi o polskich Autorów. Ale wynika to, moi drodzy, z doświadczenia, które mam. Jak już wspomniałam, zaczynałam pisać mając siedemnaście lat. Moje pierwsze kroki w Internecie robiłam na forach/portalach literackich tj. cytaty.info/ granice.pl / truml.com

Z dyskusji, które rodziły się pod tekstami, zawsze wysuwał się jeden wniosek: Ludzie nie lubią krytyki. Jeśli uważam, że coś jest nie do przełknięcia – to piszę wprost, że coś mi się nie podobało, ale raczej taka recenzja nie pojawia się u mnie na blogu. Bo co napisać o książce, której  się tak naprawdę nie przeczytało, bo skończyło się ją na trzecim rozdziale? Ja jeszcze do tego nie doszłam, stąd czasem moje milczenie.

  1. Szacunek

Współprace recenzenckie to trochę jak praca i trzeba to traktować poważnie.  To co i jak publikujemy w Internecie świadczy tylko i wyłącznie o nas samych.

  1. Jak być lepszym

Trzeba ciągle czytać i pisać. Czasami na e-mail przychodzą  wiadomości o konkursach, które są dostępne np. tylko w gronie recenzentów. To świetny sposób na sprawdzenie samego siebie. Czy recenzje, które się pisze są zauważalne. Mnie ostatnio udało się wygrać dwa takie konkursu. Jeden z nich to była sesja terapeutyczna w Warszawie (dzięki książce „Anatomia zdrady”). A drugi to był portret narysowany przez Magdalenę Danaj (dzięki książce „Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą”).

Lubię pisać. Staram się w recenzjach nie mówić o fabule a o „strukturze” książki. Co mnie w niej zainspirowało. Co może się Wam spodobać.  Dla mnie mega ważną sprawą jest, czy książka jest bardziej jak powieść Sienkiewicza, przez którą nie potrafię przejść. Czy może jak dobre poczytadło od Colleen Hoover. Książka może mieć w sobie nieziemską historię… Ale jeśli szwankuje ten giętki język, o którym ciągle możecie czytać u mnie na blogu – to ja tego nie kupię. Mnie to po prostu nie wciągnie.

I chodzi też o to, by się nie zmuszać do czytania książek, które nie są w Waszym obrębie zainteresowań. Mnie osobiście biografie męczą. Ale wiem, że gust też zmienia się z czasem. Kiedyś wolałam czytać tylko i wyłącznie fantastykę. Zatem liczę, że kiedyś i takie książki będzie mogli u mnie znaleźć.

Czytajcie, piszcie i dzielcie się swoją pasją. Bo przecież książki to inwestycja w samego siebie!

„Czasami jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki, niż zdobyć nową. Tomy przyklejają się do półek w tym pakiecie konieczności i zapomnienia, jakby były świadkami pewnej chwili w naszym życiu, do której nie powrócimy. Ale podczas gdy nadal tam są, uważamy je za część siebie samych.”

~ Carlos Maria Dominguez

Artykuł powstał z potrzeby chwili. Liczę, że zobaczyliście w nim trochę mnie od kuchni. U mnie jest dokładnie tak jak napisał Carlos Maria Dominguez – jest mi trudno pozbywać się książek. Cierpię na wieczne Tsundoku.

_______________________blogerka

Katarzyna Starostka
~ eyesOFsoul ©

 

 

Advertisements

3 comments on “Chciałabym być blogerką

  1. Vicky
    1 kwietnia 2017

    Z tymi naszymi rodzimymi Autorami to czasami naprawdę jest przegięcie. Czasami rzeczywiście sami nie potrafią przyjąć krytyki, ale najgorzej kiedy mają swoje grono wielbicielek (tu konkretnie mam na myśli płeć piękną, bo jeszcze się nie spotkałam, żeby burze rozpoczynali panowie). Potrafią nie zostawić na kimś suchej nitki, bo niby jak śmiała nie podobać Ci się książka ich ulubionej autorki / autora?

    Ja sama blogować zaczęłam dlatego, że nie miałam gdzie publikować opowiadań. Recenzje przyszły same dzięki propozycjom portali i wydawnictw.

    • Recenzencki
      1 kwietnia 2017

      Autor powinien być świadomy, że miewa się dobre i złe książki. Nikt nie napisał w życiu samym „wisienek”. Wśród pięknych obrazów, zawsze znajdzie się choć jeden, który… Się nie spodoba.

      Krytyka jest bolesna. I rozumiem też, że Autor może nie chcieć jej przyjąć od jakiejś tam recenzentki. (No bo co taka recenzentka wie…) I tu muszę wrócić do punktu, w którym pisałam o recenzjach: dobra, krytyczna recenzja nie powinna urazić Autora. Ale recenzja, która obraża lub narusza dobra osobiste Autora – to już kwestia trudna i sporna. Bo taka recenzja działa na szkodę Wydawcy i Autora. Dlaczego trzeba wiedzieć jak używać języka.

      Dzięki za komentarz. ☺

  2. Pingback: Tydzień Blogowy #77 – Wielki Buk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 1 kwietnia 2017 by in Notatki.