Otherhood. Mamusie bez synusiów, William Sutclife

Przyszła jesień. A z nią szaruga. Słońce nieśmiało wychodzi zza chmur, by po chwili na nowo się schować. Właśnie w takich dniach potrzeba gorącego kubka czekolady i książki, przy której się odprężymy.
Zazwyczaj unikam ekranizacji powieści, zanim nie przeczytam książki. W tym wypadku nie miałam pojęcia, że książka w ogóle powstała. Sam film minął szybko. Nie oczekiwałam, że wciśnie mnie w fotel. Ale zamiast oglądać „Big Brothera”, gdzie ludzie dla sławy są już gotowi zrobić dosłownie wszystko… W starciu z „Otherhood. Mamusie bez synusiów”, zdecydowanie film z Netflixa wygrywa.

Książka momentami różni się od filmu. Ale cała historia i sens jest jednak taki sam. Chodzi ciągle o więź między matką a synem. Oto, że kiedy pociecha wyfruwa z domu… Matkom inaczej płynie czas. Dla nich rozmowa telefoniczna trwa za krótko. Syn za rzadko dzwoni. Za rzadko ją odwiedza, i w ogóle ich relacja jest jakaś taka rzadka.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że książka jest idealna na długie, zimne wieczory. Czyta się ją szybko (ukłony dla Małgorzaty Kafel). Styl lekki i płynny. Nie było ani jednego momentu, w którym mogłabym powiedzieć, że się znudziłam. Czytelnicy mojego bloga przyzwyczaili się już chyba, że w większości czytam książki, które mają łatkę „lekkie”.

„Lekkie”, ale co to w ogóle znaczy? Dla mnie to powieści, które bawią, uczą, wzruszają, ale przede wszystkim, przy których się odprężam. Które się czyta z przyjemnością. I ta książka właśnie taka jest.
To opowieść o współczesnych 30-latkach, którzy znaleźli się w okresie, gdzie „być znaczy mieć”. I pną się po szczeblach kariery, nocami bawią się na całego i wracają do pustego mieszkania, gdzie nawet kot na nich nie czeka. To opowieść o ludziach, którzy odsunęli się od swoich rodziców. Którzy boją się mówić o uczuciach, więc żeby nie musieć o nich mówić, wolą nie mówić nic. To też powieść o tolerancji i zderzeniu poglądów. Ja wielokrotnie zderzam się ze ścianą. Mam zupełnie inne pojęcie i zdanie o świecie niż na przykład moi teściowie. W tej książce również widać tę różnicę pokoleń.

Zamiast próbować siebie zrozumieć. Próbujemy siebie unikać. „Otherhood. Mamusie bez synusiów” pokazuje, że można wziąć sprawy w swoje ręce. Nigdy nie jest za późno, by naprawić relacje na płaszczyźnie dziecko-rodzic.

I życzę Wam dobrych relacji z rodzicami.

Otherhood. Mamusie bez synusiów
kategoria: literatura obyczajowa
liczba stron:  352
cena: 39,90
wydawnictwo: Znak Literanova
ocena: 7,5/10

Książka została przekazana przez Wydawnictwo Znak Literanova, za co jeszcze raz dziękuję.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Otherhood. Mamusie bez synusiów, William Sutclife

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s